Kanały:
Wpisy
Komentarze

Chęci a powinności

Jako chrześcijanin często doświadczam napięcia pomiędzy tym, czego chcę, a tym, co jest moją powinnością zgodnie z Dekalogiem. Nic w tym nowego. Święty Paweł dobitnie pisał o takiej właśnie sytuacji w liście do Rzymian:

Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie.

Rz 7,18

Przy tej okazji zauważyłem, że jakoś o Dekalogu to mało mówi się w kościele. Dużo częściej o miłości (*). Przede wszystkim o tym, że Bóg jest Miłością (choćby: 1J 4,8b).

A skoro Pan Bóg jest Miłością (taką pisaną z wielkiej litery) i skoro kocha mnie bardziej niż ja sam jestem w stanie kiedykolwiek pokochać, zna mnie daleko lepiej niż ja sam siebie jestem w stanie zrozumieć (por. Jr 1,5), to może jeżeli nie rozumiem powodów, dla których przykazał tak, albo inaczej, to powinienem przyjąć, że tak będzie dobrze, nawet jeżeli tego nie chcę, ani rozumiem. A przynajmniej powinienem dążyć do poznania dlaczego tak powinno być. Aby poznać, postarać się zrozumieć, a dobrze zrozumiawszy, wyrazić wdzięczność Bogu, że zechciał nas bronić przed nami samymi, tj. naszymi chętkami. Chyba tylko wtedy można doświadczyć, choćby na moment, jedności rozumu (powinność) i uczuć (chęci).

Doświadczyć tego, że, co prawda uczucia są zmienne, ale powinności – stałe i od uczuć niezależne.

Wszystko więc sprowadza się do jednego: do uznania, że Bóg jest Miłością, choćby nawet niezrozumiałą. Następnie do zaufania, że Bóg – pełnia Mądrości – w Swojej Miłości chce prowadzić nas dla naszego (największego!) dobra Swoimi ścieżkami, które wyznaczają Jego święte przykazania. Nawet jeżeli, przyznajmy to szczerze – w swojej krótkowzroczności – nie widzimy ich sensu i chcemy czegoś zupełnie  przeciwnego. W końcu i to odczuwał  św. Paweł. Świętym został jednak nie dlatego, że do zła miał ciągoty, ale że mimo tego uczucia, nie zło czynił, a swoją powinność, czyli dobro.

(*) W Piśmie Świętym, w polskim przekładzie paulinów – Biblii Tysiąclecia, wyd. V:

  • miłość: 206; miłować: 214
  • przykazanie: 198; przykazać: 40

Można by powiedzieć, że jak w życiu: decydująca różnica tkwi w czynie (czasownikach).

Kolejne wystąpienie wyrazu post w Piśmie Świętym jest we fragmencie poświęconym zaskakującemu zwycięstwu króla Jozafata nad Moabitami i Ammonitami (2 Krn 20, 1-37):

Potem Moabici i Ammonici, a z nimi część spośród Meunitów, wtargnęli, aby walczyć przeciw Jozafatowi. Przyniesiono wówczas Jozafatowi wiadomość następującą: «Powstało przeciw tobie z drugiej strony morza, z Edomu, wielkie wojsko i jest już teraz w Chaseson-Tamar, to jest w Engaddi». Przerażony Jozafat zwrócił się o pomoc do Pana. Ogłosił też post w całej ziemi judzkiej. Zebrali się więc mieszkańcy Judy, aby prosić Pana, o pomoc. Przybyli zaś z każdego miasta Judy, aby błagać Pana. Stanął wówczas Jozafat pośrodku zgromadzenia ludu z Judy i z Jerozolimy w świątyni, przed nowym dziedzińcem, i rzekł: «Panie, Boże naszych ojców, czy to nie Ty jesteś Bogiem w niebie, i czyż nie Ty rządzisz w każdym królestwie pogan? W Twoim to ręku jest siła i moc. Nie ma takiego, który by z Tobą mógł się mierzyć. Czy to nie Ty, Boże nasz, wygnałeś mieszkańców tej ziemi przed Twoim ludem, Izraelem, i dałeś ją na wieki potomstwu Abrahama, Twego przyjaciela? Zamieszkali w niej i zbudowali w niej świątynię dla Twego imienia, mówiąc: „Jeśli spadnie na nas nieszczęście, miecz karzący, zaraza albo głód, staniemy przed tą świątynią i przed Tobą, ponieważ w tej świątyni przebywa Twoje imię, i będziemy wołać do Ciebie w naszym ucisku, wtedy Ty wysłuchasz nas i ocalisz”. Oto teraz Ammonici, Moabici oraz mieszkańcy gór Seir, do których nie dałeś Izraelowi wejść podczas wędrówki z ziemi egipskiej, tak iż ominęli ich i nie zniszczyli, oto jak nam odpłacają: wchodzą do nas, aby nas wypędzić z Twego dziedzictwa, które dałeś nam w posiadanie. Boże nasz, czy nie osądzisz tego? Jesteśmy bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które na nas napadło. Nie wiemy, co czynić, ale oczy nasze zwracają się ku Tobie». Stali wówczas przed Panem wszyscy mieszkańcy Judy, także i małe dzieci, ich kobiety i synowie. A wśród zgromadzenia duch Pański spoczął na Jachazjelu, synu Zachariasza, syna Benajasza, syna Jejela, syna Mattaniasza – lewicie spośród potomków Asafa. I rzekł on: «Wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy, i ty, królu Jozafacie, słuchajcie uważnie! Tak do was mówi Pan: Nie bójcie się i nie lękajcie tego wielkiego mnóstwa, albowiem nie wy będziecie walczyć, lecz Bóg. Jutro zejdźcie przeciwko nim! Oto wstępować będą na wzgórze Sis, a znajdziecie ich na końcu doliny przed pustynią Jeruel. Nie wy będziecie tam walczyć. Jednakże stawcie się, zajmijcie stanowisko, a zobaczycie ocalenie dla was od Pana, o Judo i Jerozolimo! Nie bójcie się i nie lękajcie! Jutro wyruszcie im na spotkanie, a Pan będzie z wami!» Jozafat więc upadł na kolana twarzą ku ziemi, i wszyscy mieszkańcy Judy i Jerozolimy padli przed Panem, aby Go uczcić. Wówczas lewici spośród synów Kehatytów i Korachitów poczęli wielbić Pana, Boga Izraela, donośnym i wysokim głosem. Wczesnym rankiem powstali i ruszyli ku pustyni Tekoa. Gdy ruszali, stanął Jozafat i rzekł: «Mieszkańcy Judy i Jerozolimy, posłuchajcie mnie: Zaufajcie Panu, Bogu waszemu, a ostaniecie się, zaufajcie Jego prorokom, a będzie się wam powodziło». Potem, poradziwszy się ludu, ustanowił śpiewaków dla Pana, by idąc w świętych szatach przed zbrojnymi wysławiali Go śpiewając: Wysławiajcie Pana, albowiem na wieki jest Jego łaskawość. W czasie kiedy rozpoczęli wznosić okrzyki radości i uwielbienia, Pan zastawił zasadzkę na Ammonitów, Moabitów i mieszkańców góry Seir, wkraczających przeciw Judzie, tak iż się wzajemnie pobili. Powstali wówczas Ammonici i Moabici przeciwko mieszkańcom góry Seir, aby ich obłożyć klątwą i wytępić. Gdy zaś tego dokonali z mieszkańcami Seiru, jeden drugiemu pomagał do zguby. Gdy mieszkańcy Judy doszli do miejsca, skąd widać już pustynię, i spojrzeli na to mnóstwo, oto [zobaczyli] trupy leżące na ziemi: nikt nie uszedł z życiem. Przystąpił więc Jozafat i jego lud, aby pobrać z nich łupy. Znaleźli wtedy przy nich mnóstwo zdobyczy: bydła, dobytku, szat i kosztownych naczyń. Zdobyli takie łupy, iż nie mogli tego udźwignąć. Trzy dni im zeszły na zbieraniu łupu, był on bowiem wielki. W czwartym zaś dniu zebrali się w Dolinie Beraka, tam bowiem błogosławili Pana, dlatego miejsce to nazwali Doliną Beraka. Następnie wszyscy mężowie z Judy i Jerozolimy , z Jozafatem, na czele, wrócili do Jerozolimy pełni radości, bo Pan uradował ich, uwalniając od nieprzyjaciół. Wkroczyli do Jerozolimy, kierując się ku świątyni Pańskiej, grając na harfach, cytrach i trąbach. Wówczas spadł strach Boży na wszystkie królestwa i kraje, skoro usłyszano, że Pan walczył z wrogami Izraela. Odpoczęło potem królestwo Jozafata i Pan otoczył je zewsząd pokojem. Jozafat więc objął władzę w Judzie. W chwili objęcia rządów miał trzydzieści pięć lat i panował w Jerozolimie dwadzieścia pięć lat. Jego matce było na imię Azuba, córka Szilchiego. Poszedł on drogą swego ojca Asy i nie zboczył z niej; starając się czynić to, co jest słuszne w oczach Pańskich.

2 Krn 20,1-33

Jozafat staje wobec strasznej perspektywy najazdu ludów ościennych na Judeę. „wielkie wojsko” Moabitów i Ammonitów, oraz mieszkańców góry Seir zmierza w stronę Jerozolimy. Jozafat jest przerażony (2 Krn 20,3), ale w swym przerażeniu podejmuje słuszne działania: zwraca się o pomoc do Pana (tamże). Gromadzi lud Judy, nakazuje powszechny post i modli się przed świątynią jerozolimską do Boga wraz z całym ludem wspominając na wyjście narodu wybranego z Egiptu (2 Krn 20,6-9). W swym wołaniu Jozafat podkreśla moc Boga: W Twoim to ręku jest siła i moc. Nie ma takiego, który by z Tobą mógł się mierzyć. (2 Krn 20,6b) Tym samym wyznaje też wiarę w Boga jedynego, który panuje nad całą ziemią i wszystkimi ludami bez wyjątku (2 Krn 20,6a). Jozafat trzeźwo ocenia sytuację i przyznaje: Jesteśmy bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które na nas napadło. (2 Krn 20,12). Przyznaje się też szczerze: Nie wiemy, co czynić, ale oczy nasze zwracają się ku Tobie (tamże).

Jak ma się ta krótka historia z około IX w p. n. e. ma do naszego życia dzisiaj – w wieku XXI? Można widzieć w ludzie wybranym paralelę Kościoła powszechnego, narodu, społeczności, czy nawet rodziny. I te paralele wydają się ze wszech miar uprawnione. Spójrzmy jednak na ten fragment z naszej, osobistej perspektywy i to w wymiarze duchowym. W czasie trudnym i złym, wszystko zdaje się nie układać, pojawiają się różne większe lub mniejsze przykrości i zagrożenia. Wtedy, kiedy wszystko się „sypie” – naszemu życiu grozi upadek (w życiu duchowym najczęściej ze względu na pokusy) – wtedy jesteśmy przerażeni. Możemy (i powinniśmy) wtedy zwrócić się do Boga – o ratunek. Wiele osób tak czyni. Jozafat – król narodu wybranego – przyznał przed Bogiem, że jest przerażony i nie wie, co czynić. Czy stać nas na taką pokorę? Czy też modlimy się oskarżając Boga o wszystko, co złego się w naszym życiu dzieje? Jozafat został wysłuchany również z następujących powodów: pościł dając fizyczny wyraz swojej modlitwie, żywił nadzieję, że Bóg go wysłucha i posłuchał słów Jachazjela, przez którego przemówił Bóg do zgromadzonych mieszkańców Judy, następnie uwierzył oraz podziękował Bogu za wybawienie.

Wydaje się, że w postępowaniu Jozafata najważniejszy, zaraz po ufnym zwróceniu się do Boga, był post. Post powszechny; można by powiedzieć: totalny. Gdy chcesz prosić Boga o wielki dar, nie możesz odmawiać wielkiej ofiary wyrzeczenia (a taką jest post). Dzięki tej ofierze – jakże odległej od częstej postawy oddanej w przysłowiu: Panu Bogu – świeczkę, a diabłu – ogarek – Jozafat w pełni szczerze mówi o swoich obawach, jest pełen nadziei i pokory, gorliwie wyznaje wielkość Pana Boga. Post przybliża go do prawdy, że jedynie Bóg może wybawić jego lud – jest on bowiem bezsilny wobec tego ogromnego mnóstwa. Prawdy, że jedynie Bóg ma władzę, a człowiek jest w istocie rzeczy bezsilny. Prawdy o tym, że Bogu można ufać i pokładać nadzieję w Jego łasce. Wreszcie prawdy, że Bóg nie zawsze odpowiada człowiekowi na pytania bezpośrednio. Często zaś poucza ustami osób postronnych, zdawałoby się – maluczkich (Jachazjel nie mógł się równać królowi Jozafatowi). By usłyszeć i zrozumieć ich głos trzeba pościć.

Bardzo ważne jest również to, co dzieje się z owym wielkim wojskiem, które zmierza by zdobyć ziemię judzką. Lud zebrany przez Jozafata przed świątynią jerozolimską jest jednością, bo wspólnie zwraca się ku Bogu. Wojska nieprzyjaciół najpewniej zamierzały uderzyć osobno i, jakkolwiek trudno jest domniemywać, co dokładnie się wydarzyło, natarły na siebie nawzajem, zupełnie się eliminując. Zło niszczy samo siebie. Ale tylko wtedy, kiedy pozostajemy zjednoczeni z Bogiem. Inaczej zło uderzy w nas. Pośćmy jak Jozafat: by skutecznie modlić się do Boga o wybawienie od zła, którego doświadczamy i by radować się zwycięstwem dobra i zebrać liczne łupy łaski.

Jak pościć?

Jak pościć, żeby post nie był jedynie dietą, a prowadził do duchowej odnowy i zbliżenia do Boga?

Czym różni się post chrześcijanina od postu (czy nawet głodówki) w innych religiach, ruchach medytacyjnych, itp.?

Czy wreszcie post powinien być jedynie ograniczeniem w spożywanych pokarmach, czy też można go rozszerzyć na inne przyjemności?

Powodowany takimi i innymi pytaniami sięgnąłem do książeczki pt. Post autorstwa Anselma Grüna O.S.B., która w bardzo przystępny sposób odpowiada na te pytania.

Post chrześcijański

Nie każda dieta (czy nawet głodówka) musi być od razu postem. Oprócz czysto biologicznych skutków – niemal uniwersalnie doświadczanych przez każdego człowieka – post posiada dla chrześcijanina przede wszystkim znaczenie duchowe. Człowiek, będący jednością duszy i ciała, może poprzez umartwianie ciała poskramiać je, aby lepiej służyło celom, które obiera sobie dusza ludzka. Stąd post nabiera wartości duchowej poprzez decyzję ofiarowania go Bogu; często w określonej intencji. Konsekwencją tej decyzji powinien być sposób, w jaki się pości: możliwie skryty. Post jest bowiem dla Boga, a nie dla ludzi wokół, jak pouczał Pan Jezus w Kazaniu na górze:

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Mt 6,16-18

Lecz, czy koniecznie trzeba pościć dla wzmacniania sił duchowych?

Postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała. Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie.

Ga 5,16-17

Jeżeli chcesz czynić to, czego chce Twoja wola, to musisz poskromić ciało. Do tego celu najlepiej nadaje się post. Dlatego też należy pościć by walczyć z namiętnościami i wadami. Dopóki nie rozpocznie się postu, często się ich nie zauważa. Spróbuj jednak nie robić przez tydzień (ba, niekiedy wystarczy dzień!) czegoś co lubisz, a zauważysz pewnie, że Twój nastrój się pogorszy. Dobre samopoczucie bywa często zakładnikiem – kawy, papierosa, ulubionego tosta rano, ptasiego mleczka na podwieczorek, serialu wieczorem, gry w ulubioną grę strategiczną, itd., itp. I nie jest wcale źle, że te rzeczy nas cieszą, jeżeli cieszą akurat te. Nie. Jednak jeżeli wyrzekamy się ich dla Pana Boga (na tym polega post), to nasza radość powinna być tym większa z możliwości ofiarowania jakiegoś małego wyrzeczenia Panu Bogu. Jeżeli nie jest, to pytanie, czy rzeczywiście w pełni wierzymy? Czy Bóg jest w naszym życiu najważniejszy? Jeżeli jest to przyczyną znaczącego pogorszenia samopoczucia, to możemy nawet nie być zdolni za wiele Panu Bogu ofiarować!

Skąd ta niezdolność? Otóż: (…) duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe (Mt 26,41b). Pierwsza część tego znamiennego zdania wypowiedzianego przez Pana Jezusa w Ogrójcu brzmi: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie!

Post wzmaga czujność. Czujność ducha i sumienia. Pomaga rozróżniać dobro od zła, dokonywać dobrych wyborów. Pomaga wzmocnić ducha tak, żeby nie ulec pokusie.

Umiar postu

Post powinien czynić bardziej wolnym i oddanym Bogu. Stąd też nie może być zbyt surowy lub bezwzględny. Papierkiem lakmusowym surowości postu jest stosunek poszczącego do innych ludzi. Jeżeli czyni on człowieka bardziej pokornym, to jest właściwy. Jeżeli zaś czyni go zarozumiałym, wyniosłym, krytycznie odnoszącym się do folgowania sobie innych, a wreszcie: szukającym uznania dla jego/jej zdolności do zniesienia surowego postu, to jest to post niewłaściwy (zapewne zbyt surowy i należy go złagodzić).

Inną kwestią jest bezwzględność postu. Nie chodzi o to, by sprawiać przykrość odmawiając poczęstunku lub narażać na koszty i trudności żądając w danych okolicznościach wyszukanych postnych potraw. Raczej należy pokornie przyjąć to, co jest podane i nie wybrzydzać. Jeżeli masz wybór – wybierz danie postne lub nie jedz; jeżeli nie masz wyboru – nie zadawaj gwałtu gospodarzom lub współbiesiadnikom żądając dla siebie potrawy innej niż oni spożywać będą. Jest to bowiem szukanie wyróżnienia poprzez post. „Post nie jest żadnym tabu, którego nie można naruszyć.” (ibidem, s. 44) Post ma raczej człowieka czynić umiarkowanym – a więc zwyczajnym w dobrym znaczeniu tego słowa. Człowiek zwyczajny nie wyróżnia się w zachowaniu, ani w wyglądzie. Dzięki temu siły swe może skoncentrować rzeczach najważniejszych, duchowych. Rzeczą ważniejszą od postu jest miłość bliźniego.

Post duchowy

Do postu ściśle należy również pozbywanie się złych myśli.” (ibidem, s. 39) Post przynosi wyostrzenie ocen. Niedobrze jest jednak, gdy przedmiotem oceniania podlegają inni. Post to jest akt religijny – pomiędzy mną, a Panem Bogiem. Jeżeli więc o czymś należałoby w tym czasie myśleć – to albo o sobie (ale w Bożej perspektywie), albo o Bogu. Jeżeli już oceniać, to siebie. Kiedy zaś źle myślimy lub mówimy o kimś, jesteśmy złośliwi lub mściwi, czy żywimy złość do kogokolwiek, to w istocie kierujemy wyostrzone spojrzenie tam, gdzie nie przyniesie ono nam żadnego pożytku.

Widząc w prawdzie, rzeczy takimi jakie są, bez wyolbrzymiania, albo pomniejszania – warto zacząć ocenę od siebie samego. Zwłaszcza w relacji do Pana Boga. W kontekście Jego Miłości i Miłosierdzia.

Post cielesny to powściągliwość od jedzenia i picia, zaś post duchowy to powściągliwość od osądzania i oskarżania innych. Nie da się jednak zatrzymać potoku myśli na podobieństwo powstrzymywania się od jedzenia. Raczej należy zastąpić myśli napływające mimowolnie – modlitwą i medytacją. Post fizyczny daje czujność ducha, a ta z kolei daje głębię modlitwy, która jednocześnie ułatwia oddalenie złych myśli poprzez odwrócenie ich uwagi od spraw złych, a skoncentrowanie na dobrych (vide: Mk 10,18). Wręcz najlepszych: na Bogu.

Akceptacja ciała

W poście nie można przeciwstawiać ducha ciału, prowadzi to bowiem do wynaturzeń. Post chrześcijański nie wywodzi się z dualistycznego spojrzenia na człowieka, jako dobrej duszy i upadłego ciała. Takie deprecjonowanie ciała trąci herezją manicheizmu. Post jest raczej próbą przywrócenia porządku – panowania duszy nad popędami ciała. Popędy ze swej natury nie są warunkowane sumieniem, a zatem muszą być poddane duchowi, aby nie czyniły człowieka zwierzęciem.

Ciało jednak posiada swoje ograniczenia. Kiedy się pości, potrzeby ciała usilniej dają o sobie znać, i umożliwiają uświadomienie ich sobie. Można także przy okazji nauczyć się mądrze je zaspokajać. Wtedy, kiedy ciało ma dążenia przeciwne duchowi (Ga 5,17), post pomaga je ujarzmić.

Post i jałmużna

Poszczenie umożliwia zaoszczędzenie jedzenia, lub też pieniędzy, które na jedzenie lub inne rozrywki mogłyby zostać wydane. Nie chodzi jednak o to, aby pieniądze te odłożyć i wykorzystać na przyjemności później.

Oblicz, ile zaoszczędziłeś w dniu postnym, i daj pieniądze jakiemuś bratu z obcych stron, wdowie czy wdowcowi, a oni pomodlą się za ciebie.

Les sentences III, 1741 (ibidem, s. 44)

Jałmużna postna uwalnia od pokusy nadmiernej „oszczędności” – odmawiania sobie drobnych przyjemności, aby później doświadczyć jej przesytu. Taki post w rzeczywistości prowadzi do stawiania na pierwszym miejscu swojej przyjemności. Tymczasem, gdy nie odkładamy przyjemności na później, niejako ją gromadząc, a wyzbywamy się jej zupełnie – np. przekazując pieniądze, które moglibyśmy wydać na wyszukany posiłek, ludziom, którzy cierpią niedostatek na co dzień, którzy potrzebują wsparcia, wtedy właśnie post uwalnia nas od koncentracji na sobie, od egoizmu, a pomaga żyć miłością bezinteresowną. Post przykrawa wielkość tej miłości na naszą własną miarę – na miarę naszych wyrzeczeń. Poznajemy też, że większa miłość, której byśmy pragnęli, wymaga większego poświęcenia.

Jałmużna nie musi przybierać formy pieniężnej. Współcześnie nie zawsze pieniądze są tym, czego bliźni są najbardziej pozbawieni. Często brak nam czasu by być z kimś, porozmawiać, pocieszyć. Mamy wiele zajęć i brakuje nam czasu by być z innymi. Wielu ludzi jest samotnych; czują się odrzuceni.

Jeżeli wymawiasz się brakiem czasu dla innych, to rozważ post polegający na zaniechaniu czasożernych przyjemności (np. kolejnego odcinka serialu, czy krzyżówki), a jałmużnę polegającą na poświęceniu czasu ludziom potrzebującym. Zwłaszcza tym, którzy pragnęliby Twojej obecności, rozmowy, odwiedzin, pocieszenia,…

Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie.

Jesteśmy żebrakami!

Wielki Post jest czasem pokuty… Tylko jak wynagrodzić Bogu za grzechy? Jaka ofiara jest godna Pana Boga? Jak dopraszać się Bożego Miłosierdzia?

Pan Jezus poprzez św. Faustynę Kowalską przekazał nam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. W niej ofiarowujemy Bogu Jezusa Chrystusa – Jego Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo. Jaki paradoks! Jedyną ofiarą godną Boga jest sam Bóg. Człowiek wobec nieskończonej godności Boga jest jak dziecko, które dostaje od matki pieniądze, żeby mogło kupić jej kwiaty z okazji Dnia Matki. W rzeczywistości pochodzenie pieniędzy się nie liczy, ważna jest intencja.

Abyśmy mieli ofiarę godną przebłagania Boga za grzechy i mogli z Nim się zjednoczyć w rajskiej Komunii, Bóg Ojciec dał nam Swego Syna na okup za wielu (Mt 20,28). Nie ma innego daru dla przebłagania Boga za grzechy człowieka jak Jezus Chrystus.

Cóż więc ofiarujemy skoro w rzeczywistości Bóg pozwolił nam ofiarowywać Siebie za nasze grzechy? Pozostaje intencja, a ta jest aktem wolnej woli człowieka. Dla Boga liczy się intencja – lecz nie chwiejna, a mająca swoje przedłużenie w czynie. Bowiem dla Pana Boga myśl, intencja, słowo stają się rzeczywistością dzięki wszechmocy Bożej.

Bóg objawił nam najdoskonalszy sposób upraszania Jego Miłosierdzia. Pozostaje kwestią naszej wolnej woli mieć intencję przebłagania, wybrać ten środek i stosować go (czyn). Resztę za nas uczynił Pan Bóg dając nam Swojego Syna – Jezusa Chrystusa na przebłaganie Samego Siebie. I tak jak żebrak prosi o pieniądze – tak nam wystarczy jedynie prosić Boga o przebaczenie. Nawet wiemy już jak prosić skutecznie. Trzeba tylko uznać, że jest się żebrakiem Bożego Miłosierdzia.

Postna manipulacja

Trzecie i czwarte wystąpienie wyrazu „post” pojawia się w I księdze królewskiej i to w bardzo niesławnym kontekście. Mianowicie, Izebel – żona Achaba, króla Samarii wykorzystuje władzę swojego męża, aby doprowadzić niewinnego człowieka – Nabota – przed sąd i skazać go na śmierć. W ten sposób Achab staje się właścicielem winnicy, której bardzo pożąda…

Po tych wydarzeniach stało się, co następuje. Nabot z Jizreel miał winnicę <w Jizreel> obok pałacu Achaba, króla Samarii. Achab zatem zwrócił się do Nabota mówiąc: «Oddaj mi na własność twoją winnicę, aby została przerobiona dla mnie na ogród warzywny, gdyż ona przylega do mego domu. A ja za nią dam ci winnicę lepszą od tej, chyba że wydaje ci się słuszne, abym ci dał pieniądze jako zapłatę za nią». Nabot zaś odpowiedział: «Niech mnie broni Pan przed tym, bym miał ci oddać dziedzictwo mych przodków». Achab więc przyszedł do swego domu rozgoryczony i rozgniewany słowami, które Nabot z Jizreel wypowiedział do niego, a mianowicie: «Nie dam tobie dziedzictwa moich przodków». Następnie położył się na swoim łożu, odwrócił twarz i nic nie jadł. Niebawem przyszła do niego Izebel, jego żona, i zapytała go: «Czemu duch twój jest tak rozgoryczony, że nic nie jesz?» On zaś jej odpowiedział: «Bo rozmawiałem z Nabotem z Jizreel. Powiedziałem mu: Sprzedaj mi twoją winnicę za pieniądze albo, jeśli chcesz, dam ci zamiast niej inną winnicę. A on powiedział: Nie dam tobie mojej winnicy». Na to rzekła do niego Izebel, jego żona: «To ty teraz tak sprawujesz rządy królewskie nad Izraelem? Wstań, jedz i bądź dobrej myśli. To ja ci dam winnicę Nabota z Jizreel». Potem w imieniu Achaba napisała listy i opieczętowała jego pieczęcią, a następnie wysłała do starszyzny i dostojników, którzy byli w mieście, sąsiadujących z Nabotem. W listach tak napisała: «Ogłoście post i posadźcie Nabota przed ludem. Posadźcie też naprzeciw niego dwóch ludzi nikczemnych, by zaświadczyli przeciw niemu, mówiąc: „Zbluźniłeś Bogu i królowi”. Potem go wyprowadźcie i kamienujcie tak, aby zmarł». Jego współobywatele, starsi oraz dostojnicy, mieszkający w mieście, zrobili, jak im Izebel poleciła i jak było napisane w listach, które do nich wysłała. A więc ogłosili post i posadzili Nabota przed ludem. Potem przyszło dwóch ludzi nikczemnych, którzy zasiadłszy wobec niego, zaświadczyli przeciw niemu, mówiąc: «Nabot zbluźnił Bogu i królowi». Dlatego wyprowadzili go za miasto i ukamienowali go, wskutek czego zmarł. Sami zaś posłali do Izebel, aby powiedzieć: «Nabot został ukamienowany i zmarł». Kiedy więc Izebel usłyszała, że Nabot został ukamienowany i zmarł, powiedziała Achabowi: «Wstań, weź w posiadanie winnicę Nabota z Jizreel, której nie zgodził się dać ci za pieniądze, bo Nabot nie żyje, lecz umarł». Kiedy tylko Achab usłyszał, że Nabot umarł, zaraz wstał, aby zejść do winnicy Nabota z Jizreel i wziąć ją w posiadanie.

1 Krl 21,1-16

Jakkolwiek nikczemny jest sposób zdobycia winnicy przez Izebel i długo można by rozważać nad licznymi namiętnościami i pokusami, które nią pokierowały, to post - który jest w centrum naszej uwagi – pojawia się w tej historii w sposób nieprzypadkowy. Warto zauważyć, że Achab jest rozgoryczony tak bardzo, że nie chce nawet jeść. Nie jest to post, bo motywacja jest nie-postna. Ale w oczach postronnego obserwatora Achab mógłby zdawać się człowiekiem poszczącym – łatwo byłoby ubrać w piękne szaty to zewnętrzne zachowanie opatrując je jedynie mylną informacją co do intencji. Trzeba uważać, żeby nie opatrywać dobrą intencją swoich niekiedy koniecznych lub przypadkowych wyrzeczeń i cierpień po to tylko, aby ludzie mieli o nas dobrą opinię, a może nawet chwalili nas. W przypadku Achaba w rzeczywistości brak nie tylko dobrej intencji, ale jest to motywacja zupełnie zła – wynika z przekroczenia ostatniego przykazania i oddania się namiętności nieumiarkowania.

Dla nas polecenie Izebel może się wydawać bardzo dziwne. Po co nakazała w liście ogłosić post i posadzić Nabota przed ludem”? Dla jej współziomków sprawa była jednak oczywista – był to nakaz, aby przeprowadzić sfingowany proces i to z podwójnego, najcięższego oskarżenia – oskarżenia o bluźnierstwo przeciwko Bogu i przeciwko królowi (którego władza niejako pochodziła od Boga). Aby jak najbardziej uprawdopodobnić zarzuty, Izebel ogłasza powszechny post, którego celem miało być zapewne zarówno przebłaganie Boga za rzekomy grzech Nabota (który obciążał całą społeczność), a także osiągnięcie sprawiedliwego wyroku, gdyż w wyniku postu ludzie byli bardziej skłonni do wyważonych sądów.
Do uzyskania wyroku skazującego Izebel potrzebowała dwóch świadków, którzy zgodnie by zaświadczyli o prawdziwości oskarżenia. Tak stanowiło prawo żydowskie (Pwt 19,15). Nikczemni świadkowie przyświadczyli fałszywemu oskarżeniu, zaś niemi sędziowie (którzy wszak powinni badać sprawę dokładnie) wydali z góry założony wyrok. Nabot został poddany karze za bluźnierstwo, zgodnie z przepisami Prawa - kamienowaniu. Jak należało się spodziewać – zmarł, a jego winnicę wziął w posiadanie Achab – wygodnie nieświadomy manipulacji swojej żony.

Co dziwne – nikt nie wstawia się za Nabotem, lud zebrany na sąd jest bierny. Nakazany post, mimo swojej powszechności, nie przynosi owocu sprawiedliwości; nie wiedzie do prawdy. Jest tylko powierzchowną przykrywką. Nikomu nie chodzi przecież o prawdę – a na pewno nie Izebel i nie sędziom. Wygodnie uwiarygadnia zarzuty – proces nie wygląda na sfingowany.

Dbajmy i oczyszczajmy intencje postu, najwnikliwiej oceniając siebie. Niech nigdy post nie służy nam by postawić się w roli „sprawiedliwych” sędziów oskarżających bliźnich. To, że pościmy, nie oznacza, że możemy więcej – że możemy oceniać innych. Takie ukierunkowanie wysiłków niweczy wszelkie owoce nie-jedzenia. Post jest dla Pana Boga na przebłaganie prawdziwych, a nie rzekomych grzechów nas i wszystkich ludzki, za których go ofiarujemy. Niech to, że pościmy za kogoś, nie będzie nigdy okazją do oskarżeń i zdobywania czegokolwiek więcej niż Nieba.

 

Miłosierdzie przed postem

Drugie wystąpienie wyrazu post w Starym Testamencie przenosi nas w samo centrum tragicznego upadku króla Dawida – prorok Natan przekazuje Dawidowi proroctwo śmierci jego syna poczętego z małżeństwa z Batszebą. Dawid zaś pości by przebłagać Boga:

Pan posłał do Dawida [proroka] Natana. Ten przybył do niego i powiedział:
«W pewnym mieście było dwóch ludzi,
jeden był bogaczem, a drugi biedakiem.
Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła,
biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył.
On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi,
jadła jego chleb i piła z jego kubka,
spała u jego boku i była dla niego jak córka.
Raz przyszedł gość do bogacza,
lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła,
czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał.
Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi
i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego».

Dawid oburzył się bardzo na tego człowieka i powiedział do Natana: «Na życie Pana, człowiek, który tego dokonał, jest winien śmierci. Nagrodzi on za owieczkę w czwórnasób, gdyż dopuścił się czynu bez miłosierdzia». Natan oświadczył Dawidowi: «Ty jesteś tym człowiekiem. To mówi Pan, Bóg Izraela: Ja namaściłem cię na króla nad Izraelem. Ja uwolniłem cię z rąk Saula. Dałem ci dom twojego pana, a żony twego pana na twoje łono, oddałem ci dom Izraela i Judy, a gdyby i tego było za mało, dodałbym ci jeszcze więcej. Czemu zlekceważyłeś <słowo> Pana, popełniając to, co złe w Jego oczach? Zabiłeś mieczem Chetytę Uriasza, a jego żonę wziąłeś sobie za małżonkę. Zamordowałeś go mieczem Ammonitów. Dlatego właśnie miecz nie oddali się od domu twojego na wieki, albowiem Mnie zlekceważyłeś, a żonę Uriasza Chetyty wziąłeś sobie za małżonkę. To mówi Pan: Oto Ja wywiodę przeciwko tobie nieszczęście z własnego twego domu, żony zaś twoje zabiorę sprzed oczu twoich, a oddam je twojemu współzawodnikowi, który będzie obcował z twoimi żonami – wobec tego słońca. Uczyniłeś to wprawdzie w ukryciu, jednak Ja obwieszczę tę rzecz wobec całego Izraela i wobec słońca». Dawid rzekł do Natana: «Zgrzeszyłem wobec Pana». Natan odrzekł Dawidowi: «Pan odpuszcza ci też twój grzech – nie umrzesz, lecz dlatego, że przez ten czyn odważyłeś się wzgardzić Panem, syn, który ci się urodzi, na pewno umrze».

Natan udał się potem do swego domu. Pan dotknął dziecko, które urodziła Dawidowi żona Uriasza, tak iż ciężko zachorowało. Dawid błagał Boga za chłopcem i zachowywał surowy post, a wróciwszy do siebie, całą noc leżał na ziemi. Dostojnicy jego domu, podszedłszy do niego, chcieli podźwignąć go z ziemi: bronił się jednak; w ogóle z nimi nie jadał. W siódmym dniu dziecko zmarło. Słudzy Dawida obawiali się powiadomić go, że dziecko umarło. Twierdzili: «Jeżeli, gdy dziecko jeszcze żyło, przemawialiśmy do niego, a głosu naszego nie usłuchał, to jak możemy mu powiedzieć, że chłopiec umarł? Może uczynić [sobie] coś złego». Gdy jednak Dawid zauważył, że słudzy jego rozmawiają szeptem, zrozumiał, że dziecko zmarło. Pytał więc sługi swoje: «Czy dziecko umarło?» Odpowiedzieli: «Umarło».

2 Sm 12,1-23

Syn Dawida był dzieckiem poczętym z nieprawości, z grzechu – Dawid doprowadził do śmierci męża Batszeby, aby posiąść ją za żonę. W swoim pożądaniu dopuścił się zabójstwa. Co najgorsze, nie widział swojego grzechu dopóki prorok nie opowiedział mu historii, która alegorycznie przedstawiała jego własne postępowanie. Oburzył się na samego siebie i wydał wyrok – bez zastanowienia ukarał się bardzo surowo. Zrozumiał jednak swój błąd i wyznał go („Zgrzeszyłem wobec Pana”). Jakże szybko Natan zapewnia Dawida, o odpuszczeniu tego grzechu przez Boga! Wystarczy stanąć w prawdzie i wyznać grzechy. Ta sytuacja bardzo przypomina spowiedź świętą – sakrament prawdy: o wielkim moim grzechu względem Pana.

Dawid spojrzał na siebie trzeźwo. Był szczery wobec siebie do bólu. Czemu więc, mimo iż Natan zapewnia go o odpuszczeniu grzechów, jego post nie przynosi owoców? Wydaje się, że z dwóch powodów:

Po pierwsze – Bóg poprzez słowa proroka Natana zapewnia, że „syn, który ci się urodzi, na pewno umrze”. Bóg jest prawdomówny i konsekwentny. Tym razem daje do zrozumienia, że Jego decyzja jest nieodwołalna.

Po drugie – jak zauważa sam Dawid – Dawid nie postąpił, jak człowiek miłosierny, stąd i w decyzji Boga nie ma miejsca na miłosierdzie.  W świetle kazania na górzeBłogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Człowiek pozbawiony miłosierdzia nie może oczekiwać Bożego Miłosierdzia – stąd Bóg pozostaje niewzruszonym Sędzią sprawiedliwym.  Gdy wzgardzimy Bożym Miłosierdziem, to pozostaje jedynie straszliwy sąd. I wtedy żaden post już nie pomoże przebłagać Boga…

Wyraz „post” pojawia się w Biblii dokładnie 40 razy. Jaki to znamienny „zbieg okoliczności”: jeden cytat na każdy z 40 dni Wielkiego Postu!

Wielu ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego właściwie post? Co jest szczególnie duchowego w nie-jedzeniu? Pytania te nurtowały mnie. A ponieważ praktyka postu bierze swój początek z Pisma Świętego, to postanowiłem odszukać wzmianki o poście i w ich świetle poszukać odpowiedzi.

księga Liczb (Lb 29,7)

Ofiary w Dzień Przebłagania

Również dziesiątego dnia tegoż siódmego miesiąca będziecie mieć zwołanie święte i post; nie wolno też wykonywać żadnej pracy. Na ofiarę całopalną macie złożyć, jako miłą woń dla Pana, młodego cielca, barana i siedem jednorocznych jagniąt; wszystkie one będą bez skazy. Następnie należącą do tego ofiarę z pokarmów: najczystszą mąkę zaprawioną oliwą, a mianowicie trzy dziesiąte [efy] na cielca, dwie dziesiąte na barana i po jednej dziesiątej na każde z siedmiu jagniąt. Wreszcie kozła jako ofiarę przebłagalną, oprócz ofiary przebłagalnej z powodu [Dnia] Przebłagania i ustawicznej ofiary całopalnej oraz należących do nich: ofiary z pokarmów i ofiar płynnych.

Lb 29,7-11

Fragment Pięcioksięgu, księga liczb – odnosząca się do kultu Boga: „efektywnej służby, opartej na skierowaniu się do Boga” (źródło). Ten fragment opisuje ofiary należne Bogu w Dzień Przebłagania lub Pojednania (Jom Kippur). Dzień ten jest kulminacją czterdziestodniowego okresu skruchy, z którego pierwsze 30 dni stanowi okres przygotowania do Sądu Bożego, później (w żydowski nowy rok – Rosz ha-Szana) Bóg zapisuje swój wyrok nad ludźmi w Księdze Życia, a następne 10 dni Bóg miłosiernie daje na dodatkową pokutę.

Aby zrozumieć znaczenie ofiary składanej w Dzień Przebłagania, warto uzmysłowić sobie mentalność Bliskiego Wschodu. U tych ludzi, zwłaszcza w czasach starotestamentowych, cała rodzina, inwentarz i dobytek stanowiły niejako przedłużenie pana domu. Ofiarowanie młodego cielca bez skazy, to jak ofiarowanie pierworodnego, a siedmiu jagniąt – jak najpiękniejszego (symbolika liczby siedem oznaczającego doskonałość) dziecka. Podobnie rzecz ma się z mąką, która ma być najczystsza.

Wszystkie te podkreślenia – czystości, młodości, braku skaz – oznaczają konieczność złożenia ofiary z najlepszej części siebie. Człowiek nie ma zachowywać dla siebie jakiejś najlepszej cząstki, a oddawać Bogu na ofiarę podrzędne owoce swojej pracy, mniej istotną część siebie. Ofiara powinna być  złożona z tego, co dla nas osobiście najcenniejsze w nas i naszej własności. Tylko tak można przebłagać Boga za nasze grzechy – przez zwrócenie się do Niego jako do Osoby, godnej najlepszej ofiary, nawet z przedmiotu najcenniejszego dla człowieka. Co więcej: w uznaniu, że nawet ta ofiara – z rzeczy najcenniejszych dla człowieka – nie jest Pana Boga godna.

Cudowny Medalik Niepokalanej

Pradziadek

W tym roku Wszystkich Świętych wypada w poniedziałek, więc odwiedziny cmentarzy trwają już drugi dzień. I tak to, będąc jeszcze przed samym świętem i przed Zaduszkami na grobie dziadków i pradziadków, miałem okazję usłyszeć wzruszającą historię dwukrotnego uratowania mojego pradziadka od śmierci. Przy grobie spotkaliśmy córkę pradziadka.

Opowiedziała nam, jak to w roku 1943 lub 1944, w zimie, gdy pradziadek był jeszcze w obozie w Gross-Rosen (Rogoźnica), zwołano apel z powodu ucieczki dwóch więźniów. Więźniom kazano nago stać na mrozie tak długo, aż wydadzą tych, którzy pomagali w ucieczce. Pradziadek stał jako pierwszy z brzegu. Cały czas pośród więźniów stojących w szeregu przechodzili żołnierze niemieccy pilnując, aby Ci stali prosto i nie opierali się nawzajem o siebie. Trwało to tak długo, że zaczynały drętwieć nogi, a śnieg od ciepła stóp zamienił się w błoto. W pewnym momencie do pradziadka podszedł jakiś Niemiec i wskazując na wiszący na szyi medalik, zapytał: Was ist das? Nie podobało mu się, że mimo rozkazu stawienia się zupełnie nago, dziadek miał na szyi medalik! Niemiec kazał go pradziadkowi zdjąć. Gdy ten się ociągał, wartownik uderzył go kolbą karabinu w szczękę tak, że pradziadek stracił większość zębów. Gdy je wypluwał, zawahał się i już sięgał do szyi, gdy usłyszał po niemiecku: ty polska świnio, szybciej! Słowa te spowodowały, że mimo wielkiego bólu, ręka mu opadła i nie zdjął cudownego medalika. Niemiec w obliczu jawnego nieposłuszeństwa, typowo obozowym sposobem, uderzył pradziadka najpierw w brzuch, a następnie kolbą karabinu w tył głowy (po wojnie prześwietlenie wykazało, że dziadek doznał wtedy złamania podstawy czaszki). Dziadka odniesiono do baraku, a gdy, ku zdziwieniu wartownika, okazało się następnego dnia, że jeszcze żyje, zapędzono jak zwykle do pracy.

Tylko dzięki wielkiej ofiarności współtowarzyszy w obozie, a także fachowej pomocy jednego z więźniów, który okazał się lekarzem, dziadek przeżył pomimo obrażeń. Nie będąc w stanie pracować, musiał polegać na innych więźniach, którzy pomagali mu markować pracę. Więźniowie, którzy nie byli pochodzenia słowiańskiego mogli otrzymywać paczki. Oni to właśnie, dzieląc się żywnością i lekami z tych paczek, uratowali pradziadkowi życie.

Pod koniec wojny, pradziadek został przeniesiony, podobnie jak większość współwięźniów w góry Hartz, gdzie pracował w tajnej fabryce produkującej broń rakietową V1 i V2. Do tej fabryki więźniowie musieli dojść pieszo. Ci, którzy nie byli w stanie, często prosili o tzw. papierosa, tj. o śmierć przez strzał w tył głowy. Pradziadek był na tyle wycieńczony, że rozważał możliwość poproszenia o śmierć, lecz pozostali więźniowie nie pozwolili na to i pomagali mu iść, momentami nawet niosąc, aż do obozu w górach. W fabryce tej pracowali również Niemcy mieszkający w okolicy. Jeden z nich codziennie przynosił pradziadkowi jedzenie. Raz, kiedy nie przyniósł nic, wyznał, że jedzenie musi wykradać w tajemnicy przed żoną, która z pewnością doniosłaby do Gestapo, gdyby dowiedziała się, że dokarmia polskiego więźnia.

Po wyzwoleniu więźniów obozu przez Amerykanów, razem z grupą kilkunastu mężczyzn wracał na piechotę do Polski. Pewnego razu zatrzymali się w domu starej Niemki. Poprosili o coś do jedzenia, a ta zaoferowała się ugotować zupę. Pradziadek zauważył jednak, że podała ją wszystkim, ale sama jej nie jadła, zadowalając się jedynie chlebem i mlekiem. Podzielił się tym spostrzeżeniem jeszcze z jednym towarzyszem i we dwóch nie zjedli zupy. Następnego dnia rano okazało się, że są jedynymi dwoma spośród kilkunastu, którzy przeżyli noc. Czym prędzej uciekli z tego domu, w obawie, że trucicielka gotowa jest sprowadzić „pomoc” ze wsi i ich zabić.

Ostatecznie, po kilku tygodniach pradziadek powrócił w rodzinne strony, gdzie czekała na niego prababcia i dzieci. Jego powrót wywołał nie lada sensację, a wieść szybko rozeszła się po okolicy. Wieść niosła, że pradziadka przyprowadzili kolejarze (w istocie pomogli mu dotrzeć do domu). Gdy pradziadek posłyszał te słowa, zaprzeczył. Wyjął zza koszuli cudowny medalik i powiedział ze łzami w oczach: to Ona mnie przyprowadziła! W chwili powrotu do domu ważył 37 kg, zaś jego własna żona początkowo go nie rozpoznała.

Święta Katarzyna Labouré

Skąd się wziął Cudowny Medalik, który obecnie jest dość rozpowszechniony, choć jego pochodzenie jest tak słabo znane? Historia cudownego medalika sięga 1830 roku, kiedy późniejszej świętej Katarzynie Labouré, a ówczesnej nowicjuszce zakonu szarytek, objawia się Matka Boska i poleca:

Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru; wszyscy, którzy będą go nosili, dostąpią wielkich łask, szczególniej jeżeli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.

Święty Maksymilian Kolbe szczegółowo zrelacjonował objawienia świętej Katarzyny w jednym ze swoich pism.

Medalik bardzo szybko się rozpowszechnia najpierw w Paryżu, a później poza jego granicami. Z powodu rozgłosu arcybiskup Paryża przeprowadza śledztwo i potwierdza autentyczność licznych cudów. Wkrótce później papież Grzegorz XVI oficjalnie potwierdza wnioski arcybiskupa. Od tamtego czasu medalik rozpowszechnia się na cały świat, głównie za pośrednictwem apostolatu maryjnego, który krzewi wiedzę o Cudownym Medaliku i Niepokalanej.

Warto dodać, że objawienia i rozpowszechnienie Cudownego Medalika mają miejsce właśnie wtedy, kiedy w świecie szerzą się wątpliwości względem Niepokalanego Poczęcia (głównie wśród protestantów). Należy przypuszczać, że objawienia miały wpływ na ogłoszenie dogmatu o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny w roku 1854. Cześć oddawana właśnie tej cesze Maryi oraz uznanie własnej grzeszności stanowią bowiem treść krótkiej modlitwy wyrytej na medaliku:

O Marie conçue sans péché, priez pour nous qui avons recours a vous.

Co po polsku brzmi:

O Maryjo bez grzechu poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

Medalik wyraża myśl, tak chętnie przestawiana na obrazach, opartą o tekst Apokalipsy wg św. Jana w rozdziale 12:

Potem wielki znak ukazał się na niebie:

Niewiasta obleczona w słońce,

i księżyc pod jej stopami,

a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.

Ap 12, 1

Oraz obok Serca Jezusa przybranego w koronę cierniową, również serce Maryi, przeniknięte mieczem, zgodnie z proroctwem Symeona:

(…) a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.

Łk 2,35

Cudowny Medalik a flaga Unii Europejskiej

Historia pełna niezwykłych zbiegów okoliczności wiąże się z ustanowieniem flagi Unii Europejskiej. Okazuje się, że jest ona przesiąknięta maryjną symboliką w prostej linii nawiązującą do Cudownego Medalika. Flagę ustanowiono jednogłośnie 8 grudnia – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny…

Tajemnica szczęścia

Czym jest Tajemnica szczęścia?

Tajemnica szczęścia to zbiór 15 modlitw, które Święta Brygida Szwedzka otrzymała podczas objawienia się Jezusa Chrystusa. Codzienne odmawianie tych 15 modlitw polecane jest tym, którzy pragną uczcić umęczone Ciało Pana Jezusa pobożną praktyką. Po roku czasu liczba odmówionych modlitw Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryjo… osiągnie 5480, czyli tyle, ile ran (wedle słów Jezusa objawionego św. Brygidzie) doznało Jego święte Ciało podczas Męki.

Tajemnica prawdziwego szczęścia

W formacie PDF (do odczytania za pomocą programu Adobe Acrobat) do druku:

Obietnice

Pobożne odmawianie modlitw Tajemnicy szczęścia przez rok zapewnia łaski obiecane przez Jezusa św. Brygidzie:

  1. Uwolni 15 dusz ze swej rodziny z czyśćca.
  2. 15 sprawiedliwych spośród krewnych zostanie potwierdzonych i zachowanych w łasce.
  3. 15 grzeszników spośród krewnych zostanie nawróconych.
  4. Osoba, która zmówi te modlitwy, osiągnie pewien stopień doskonałości.
  5. Już na 15 dni przed śmiercią będzie przeżywała szczery żal za wszystkie popełnione grzechy z świadomością ich ciężkości.
  6. Na 15 dni przed śmiercią dam jej Moje najświętsze Ciało, ażeby przez Nie została uwolniona od głodu wiecznego oraz dam jej Moją drogocenną Krew do picia, by na wieki nie doznała dokuczliwego pragnienia.
  7. Położę przed nią Mój zwycięski Krzyż jako pomoc i obronę przeciw zasadzkom nieprzyjaciół.
  8. Przed jej śmiercią przyjdę do niej z Moją najdroższą i ukochaną Matką.
  9. Przyjmę z dobrocią jej duszę i zaprowadzę do wiecznej radości.
  10. Zaprowadziwszy ją tam, dam jej kosztować z przedziwnej studni Mojej Boskości, czego nie uczynię tym, którzy nie odmawiali tych czy podobnych modlitw.
  11. Trzeba wiedzieć, że choćby ktoś żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy.
  12. Obroni go przed zgubnymi pokusami.
  13. Zachowa mu pięć zmysłów.
  14. Uchroni go przed nagłą śmiercią.
  15. Uwolni jego duszę od kar wiecznych.
  16. Człowiek ten otrzyma wszystko, o co poprosi Pana Boga i Najświętszą Pannę.
  17. Jeśliby ktoś żył zawsze według woli Boga i musiałby umrzeć przedwcześnie, życie jego zostanie przedłużone.
  18. Ktokolwiek zmówi te modlitwy, uzyska za każdym razem odpust cząstkowy.
  19. Człowiek ten otrzyma zapewnienie, że cieszyć się będzie szczęściem chórów anielskich.
  20. Każdy, kto by innych nauczył tych modlitw, nie będzie nigdy pozbawiony radości i zasługi, ale one trwać będą wiecznie.
  21. Tam, gdzie odmawia się te modlitwy, Bóg jest obecny swoją łaską.

Kilka słów do wątpiących

Tajemnica szczęścia ma charakter objawienia prywatnego. Z jednej więc strony, Kościół pochwala praktykowanie Tajemnicy poprzez wyniesienie na ołtarze św. Brygidy Szwedzkiej (a zatem uwiarygodnienie jej świadectwa). Z drugiej strony, ani wiara w te objawienia, ani stosowanie się do ich zaleceń nie jest konieczna do zbawienia.

Ducha nie gaście, proroctwa nie leceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie.

1 Tes, 5,19-20

Warto jednak dodać, że praktykowanie Tajemnicy szczęścia jest w istocie rozpamiętywaniem Męki Pana Jezusa Chrystusa w kontekście Jej zbawczej wartości dla Kościoła, dla nas, w moim i Twoim życiu. Modlitwy te są w istocie prośbą o zbawienie odmawiającego przez Ofiarę Męki Jezusa Chrystusa.

W Tajemnicy szczęścia łączą się dwie istotne praktyki, które Kościół wielokrotnie zalecał: rozważanie Męki Pańskiej (głównie jako praktyka pokutna) oraz rozważanie własnego życia z punktu widzenia dobra i zła, a więc tego, co przesądzi o zbawieniu na wieczne życie lub potępienie. Św. ks. Jan Bosco ujął tę praktykę w ramy tzw. ćwiczenia dobrej śmierci. Tajemnica szczęścia wpisuje się w optykę rozważania własnego zbawienia i roli, jaką odgrywa w nim Ofiara Męki Pana Jezusa. Rozważanie to wielu zaprowadziło do świętości. Dlaczego więc nie spróbować? Potrzeba jedynie odrobinę wytrwałości. Ja zacząłem, a Ty?

Czytaj dalej

  1. Co Chrystus powiedział do świętej Brygidy – kilka rozdziałów książki nt. objawień św. Brygidy Szwedzkiej
  2. Objawienia św. Brygidy Szwedzkiej – strona WWW

Czemuś nam to uczynił?

Piąta tajemnica radosna różańca świętego – odnalezienie Jezusa w świątyni:

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym.  Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice.  Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.
Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Łk 2, 41-50

Znamienne, że jedyną wzmianką o życiu Jezusa w okresie pomiędzy Jego narodzeniem, a rozpoczęciem publicznej działalności jest właśnie to wydarzenie – opis jednej z wielu corocznych pielgrzymek, którą Święta Rodzina odbywała by celebrować najważniejsze święto judaizmu – Paschę – w Świętym Mieście – Jerozolimie. Świętym z powodu jedynej Świątyni, gdzie przebywał w sposób szczególny Bóg oraz przechowywano (do VI w. p.n.e., kiedy to Arka zaginęła podczas najazdu Nabuchodonozora II) dowód przymierza Boga z człowiekiem – Arkę Przymierza.

Co było szczególnego w tym wydarzeniu? Istotny szczegół – Jezus ma już lat 12. W judaizmie do momentu ukończenia przez chłopca 12 roku życia, za jego postępowanie moralnie odpowiada ojciec. Od pierwszego zaś dnia 13 roku życia chłopiec jest zobowiązany do przestrzegania Prawa Mojżeszowego i sam bierze odpowiedzialność za swoje czyny przed Bogiem (nb. m. in. z tego też powodu w wielu państwach przyjęto, że od wieku lat 13 człowiek posiada ograniczoną zdolność do czynności prawnych). W 12 roku życia ojciec był zobowiązany do nauczenia syna przestrzegania Prawa Mojżeszowego tak, by z momentem przekroczenia 13 roku życia mógł on samodzielnie wypełniać obowiązki religijne.

Uzyskanie religijnej pełnoletności wiązało się również z uczestnictwem w uroczystym, publicznym odczytywaniu Tory oraz jej rozważaniu, które się odbywały się w Świątyni Jerozolimskiej i synagogach. Współczesnym obrzędem uzyskania przez chłopca zdolności do czynności religijnych jest Bar Micwa, które w Izraelu często odbywa się przy Ścianie Płaczu. Istotnym elementem Bar Micwy jest pierwsze publiczne odczytanie Tory przez chłopca i choć Pismo Święte bezpośrednio nie wspomina, że podczas owego święta Paschy 12-letni Jezus uzyskał prawo pełnego uczestnictwa w obrzędach, to możemy przypuszczać na podstawie znajomości obyczaju żydowskiego, że do tego doszło.

Święta skończone, Maryja z Józefem wracają do domu, tylko „gdzieś się im zapodział” Jezus. Z jednej strony mają do Niego zaufanie – o czym świadczy to, iż wyruszają w drogę powrotną sami, a z drugiej – nie pilnują Go już. Są dobrymi rodzicami, a ich Syn jest w ówczesnym sensie dorosły (lub prawie dorosły, przy założeniu, że ma wtedy jeszcze cały czas 12 lat).  Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. (Łk 2, 44)  Szukają Jezusa, niepokój rośnie. Może jest tu, a może tam? Z tymi krewnymi, albo z tamtymi znajomymi? Musieli uczynić to założenie: zapewne jest gdzieś blisko. Chyba nie oddalił się nadmiernie i podąża razem z nami. Niepokój jednak pozostaje i chcąc się upewnić, szukają nadal. Szukają więc Jezusa wśród ludzi i nie znajdują!

Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. (Łk 2, 45) Spostrzegli się, że nie ma blisko nich Jezusa. Nie szedł z nimi, oddalił się, pozostał. Wracają więc tam, gdzie się z Nim rozstali. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni (Łk 2, 46a) Poszukiwania są zapewne coraz bardziej nerwowe – zabierają trzy dni! Liczba znacząca, bo czyż nie trzy dni trwała pełna beznadziei i niepewności rozłąka Apostołów po śmierci Jezusa? W Zmartwychwstaniu odnajdziemy Jezusa.

Odnaleźli Jezusa i zdziwili się bardzo (Łk 2, 48a)! Jezus będzie nas zaskakiwał, do tego trzeba się przyzwyczaić. Jeżeli Święci Rodzice, którzy spędzili w Jego towarzystwie 12 lat zdziwili się bardzo – to o ile większe zdziwienie czeka każdego i każdą z nas, kiedy będzie się nam objawiał i kiedy będziemy Go lepiej poznawali! A wreszcie zadziwią nas Jego odpowiedzi na nasze pytania, których tak wiele nosimy w sobie.

Czasami ludzie borykają się z jakąś wątpliwością, pytaniem, trudną kwestią… i pytają o nią Boga. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami (Łk 2, 47). W to, co Bóg ma nam do powiedzenia, trzeba się usilnie wsłuchiwać, a i tak będziemy zdumieni. Czasami chcielibyśmy by Bóg odpowiadał na nasze pytania zgodnie z naszym pojmowaniem świata, naszą moralnością, naszą wolą. Chcielibyśmy, żeby tak naprawdę przyklasnął naszym czynom. Niekiedy pytamy, trochę tak wątpiąco, czy już się nasze „dobre” życie Bogu podoba. Przypuszczamy, że w naszej życiowej drodze jest z nami Bóg, idziemy więc dalej. Szukamy jeszcze na wszelki wypadek odpowiedzi u ludzi…. i odchodzimy od Niego. A później mamy pretensje do Boga: (…) czemuś nam to uczynił? (Łk 2, 48b) (…) z bólem serca szukaliśmy Ciebie (ibid.)! Tylko te poszukiwania nie wiodły we właściwym kierunku! Święci Rodzice szukali Jezusa wszędzie tylko nie w Świątyni Jerozolimskiej,  a szukając Go poza Jerozolimą tylko oddalali się od tego miejsca szczególnej obecności Boga – świątyni.

Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49b) W Izraelu miejscem należącym do Boga była Świątynia Jerozolimska – to było miejsce wzniesione dla Boga pierwotnie przez Salomona (później zaś przez króla Heroda). Lecz dziś, gdzie szukać Boga? w tym, co należy do Ojca - podpowiada sam Jezus.

Czasownik „należeć”, lub też „należeć się” oraz „należący” występują w Biblii w wielu kontekstach (i do tego wiele razy: odpowiednio 59 i 305), lecz odnoszą się najczęściej do:

  1. ofiary należnej Bogu – pierwocin z tego, co najlepsze – głównie w przepisach Pięcioksięgu
  2. Ludu Wybranego – jako tego, który należy do Boga i do którego należy Prawo (Rz 9,4)
  3. Królestwa Niebieskiego – do ubogich (Łk 6,20) i dzieci (Łk 18,16) należy Królestwo Niebieskie
  4. Przynależności chrześcijan do Jezusa Chrystusa (choćby 1Kor 6,19)

Gdzie szukać Boga?

W tym, co należy do Boga – w Prawie, a więc w Przykazaniach; pośród Wybranego, Chrystusowego Ludu Bożego, zjednoczonego podczas sprawowania najdoskonalszej Ofiary Jezusa Chrystusa – Mszy Świętej.

Nie popełniajmy tylko tego błędu, by obwiniać Boga, gdy będziemy uparcie i może nawet z bólem serca szukać Zbawiciela po swojemu, poza Kościołem, i nie znajdować Go. Jezusa nie ma poza Kościołem – czyli poza tym, co należy do Ojca.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. 42 Gdy miał lat dwanaście15, udali się tam zwyczajem świątecznym. 43 Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. 44 Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. 45 Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.
46 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. 47 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. 48 Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». 49 Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy16 do mego Ojca?» 50 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. 42 Gdy miał lat dwanaście15, udali się tam zwyczajem świątecznym. 43 Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. 44 Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. 45 Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.
46 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. 47 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. 48 Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». 49 Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy16 do mego Ojca?» 50 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Starsze pozycje »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.