Zanim narodził się pomysł…
Początkowo, gdy zakładałem tego bloga, nie miałem jeszcze sprecyzowanego pomysłu na jego treść. Później okazało się, że ten wpis jest jednym z popularniejszych.
W związku z tym, wszystkim szukającym swojego celu w życiu, wszystkim błądzącym, wszystkim ciekawskim i innym zainteresowanym – polecam Wam świadectwo Glorii Polo, która została trafiona piorunem i była bardzo bliska śmierci, a jednak Pan Bóg zostawił ją przy życiu. Pisze ona o swoim osobistym doświadczeniu Boga, nowym spojrzeniu na swoje życie i o tym, co nas czeka po śmierci. Warto przeczytać. Serdecznie polecam.
Istnieje strona poświęcona jej osobie: http://gloriapolo.net/
Poniżej zostawiam w niezmienionej postaci stary wpis. Być może moje słowa również wydadzą się Wam warte przeczytania.
Poprzedni wpis
Mawiają, że podróże kształcą. I tak jest w istocie. Mnie najbardziej fascynują wycieczki do umysłów innych ludzi. Jedyną drogą, która tam prowadzi jest rozmowa. Jeżeli ta rozmowa jest dyskusją, to droga staje się autostradą. Najbardziej ciekawe miejsca, do których dyskusja może mnie zaprowadzić zlokalizowane są w okolicy Pomysł na życie. Dzielnica Postawa Wobec Życia zdaje się najbardziej pasjonująca.
Ostatnio wędrowałem po uliczkach pewnego umysłu, który zaskoczył mnie konstrukcją mojej ulubionej dzielnicy. Nie tylko budowa poszczególnych twierdzeń była odmienna. Główna idea, na których są oparte zupełnie mnie zaskoczyła – niby taka podobna i często spotykana, ale wspierająca odmienne paradygmaty. Łudząco podobne było założenie, że należy kierować się w życiu tym, co podpowiada sumienie, rozum i serce.
Wiele ludzi wspiera okolicę rozumu myślami innych ludzi, czy to pochodzącymi z rozmów, czy też książek. Myślami uznanymi za ważne; ze względu na tę ważność poszukiwanymi. Nie w tym przypadku. Tutaj rządziło twierdzenie: przemyślenia innych, ich historie, decyzje, które podejmowali w życiu i konsekwencje tych decyzji do niczego nie są potrzebne. W sukurs szło drugie twierdzenie: będę podejmować decyzje na podstawie tylko własnych przemyśleń, inaczej, po swojemu. Niby popularna teza. Taka modna. Kwestionować wszystko i z góry. Trzymać się wyłącznie własnej wytwórczości w dziedzinie moralnej.
Skąd jednak pewność, co nazwać dobrem, a co złem? Co, jeżeli ani rozum, ani serce, ani sumienie nie rozstrzygają na korzyść którejkolwiek ze stron? Czym jest dobro i zło? Okazuje się, że osoba, która natchnęła mnie do tych przemyśleń zgadza się z chrześcijańskim pojęciem dobra i zła. Pytanie o ich istotę jej nie dręczy. Jest pewna, że podejmie najlepszą decyzję wtedy, kiedy trzeba będzie ją podjąć. Jeżeli błędną, to będzie uczyć się na własnych błędach. Co więcej, nie widzi powodu, żeby zastanawiać się, co należałoby zrobić, gdy… ponieważ (jak mniema) nie ma możliwości przygotowania się do podjęcia decyzji. Cóż za fatalizm!
Pogląd idzie nawet dalej: nie tylko nie można przygotować się do podjęcia decyzji, do tej sytuacji życiowej, która będzie się zadecydowania domagać, ale także: by być oryginalnym, człowiek musi sam poszukiwać pomysłów na to, co przedsięwziąć, co zrobić. Nawet czytanie książek z dziedziny moralności lub historii, a nie daj Boże, kierowanie się ich treścią, z góry skazuje takiego człowieka na nieoryginalność, w konsekwencji: czynienie zła. To tyle z poglądów pewnego umysłu.
Zastawiam się więc…
- Czy trzeba postępować inaczej niż inni, by być dobrym?
- Czy postępowanie według zasad moralnych ustalonych przez innych, nawet jeżeli się z nimi zgadzamy, jest złe?
- Czy każda sytuacja w życiu danej osoby jest na tyle różna od sytuacji innych ludzi, że decyzje moralne, które podjęli, a także przyczyny tych decyzji są dla owej osoby zupełnie bezużyteczne?
- Czy można uczyć się na cudzych błędach?
- A może znajomość decyzji innych i ich przyczyn zagraża podjęciu autonomicznej i dobrej decyzji?
- Czy znajomość doświadczeń innych i ich wartościowania moralnego na podstawie zasad, które i ja uznaję, czyni mnie niezdolnym do podjęcia decyzji najlepszej albo chociaż dobrej?
- Czy wykorzystanie pomysłów na życie innych ludzi, czyni człowieka życiowym plagiatorem?
“Nawet czytanie książek z dziedziny moralności lub historii, a nie daj Boże, z góry skazuje takiego człowieka na nieoryginalność, w konsekwencji: czynienie zła”
Książki to myśli innych, często takich którzy mają więcej czasu na przemyślenia niż ci którzy je czytają, a człowiek czytając korzystać może z gotowych przemysleń będących efektem niejednokrotnie żmudnej drogi i głebokich poszukiwań.
Teza “pewnego umysłu” iż czytanie książek i znajdywanie w nich inspiracji dla własnego życia jest złem, jest błędna.
Zadałabym raczej inne pytanie:
Czy bycie oryginalnym w rozumieniu cytowanych przemyśleń “pewnego umysłu”, oznaczać ma życie w zamkniętym centrum własnego umysłu, w pustce i izolacji od przemysleń innych, po to by zachować ową czystość własnych wniosków, pomysłów i decyzji?
Bez życia w otoczeniu myśli innych, bez świadomego “narażenia” na konfrontację z nimi i nieuniknionego czerpania z nich do podejmowania….uwaga…mimo to własnych sądów i decyzji, nie jest możliwy rozwój.
To nie czerpanie i inspiracja myślami innych powoduje że stajemy się nieoryginalni. To brak odwagi do konfrontacji, do przemyślenia myśli innych, zamknięcie się na czytanie tego co inni myślą i jak działają może to spowodować. Użyłabym nawet stwierdzenia, że jest w postawie takiego umysłu pewna doza pychy…
Umysł żyje i rozwija się tylko w wsród innych umysłów, nawet kiedy musi się od nich na jakiś czas oddalić na pustynię aby sam dojść do własnych oryginalnych wniosków. Czerpie z innych, z różnorodności…