Droga duszyczko! Kiedy ostatni raz poczułaś, że dostałaś coś od kogoś za nic; tak zupełnie bezinteresownie? Nie pamiętasz? Szkoda…
i….współczuję! Żyjesz pod kloszem, w ułudzie bezpieczeństwa, zabezpieczenia podstawowych potrzeb, a może nawet tych wcale nie tak podstawowych. To poczucie pewności, co do zaspokojenia… uczucia głodu (czy aby pamiętasz, kiedy ostatni raz byłaś naprawdę głodna?), schronienia (kiedy Ci było tak zimno, że aż bolało, a nie było się gdzie schronić?), snu (kiedy nie było Ci wolno zasnąć?). Czy doświadczyłaś braku, dojmującego braku, kruchości tych wszystkich zdobyczy cywilizacji?
O to doświadczenie braku chodzi, o nagość i bezbronność, zaprzeczenie sytości, nienasycenie. A z drugiej strony chodzi też o zależność. Kiedy nie możesz sobie tych podstawowych potrzeb zaspokoić. Kiedy musisz polegać na innych, jesteś zdana na łaskę drugiego człowieka. Czy wiesz w ogóle o czym piszę? Podejrzewam, że nawet jeżeli rozumiesz, to w ogarnianej pamięcią przeszłości nie doświadczyłaś niczego takiego. W praktyce, nawet jeżeli myślisz o sobie inaczej, to zapewne żyjesz w przeświadczeniu, że Ci się należy. Tak się zachowujesz. Pewien standard, minimum jakości życia, to coś co po prostu jest, nikt tego nie odbierze. Nawet gdyby chciał, to nie wolno mu! Jakim prawem?!
Kiedy to przeświadczenie należy-mi-się czy też po-prostu-jest upada, to często wpadamy w czarnowidztwo i “depresje”. No jakże tak? Za co mnie tak pokarało? Pomyśl inaczej – że to łaska. Jest łaską od Boga, gdy syty – doświadcza głodu, ten co ma – braku. Co z nią zrobisz? Będziesz narzekać? A może zamiast oskarżać i się żalić, warto poszukać skąd bierze się to, czego nam tak dotkliwie brakuje?
Człowiek wierzący, chrześcijanin, ostateczne źródło wszystkiego, co potrzebne i dobre znajdzie w Bogu. Do takiego wniosku dojść łatwo; dowód prosty. Ale czy byłabyś w stanie wyprowadzić go z własnego doświadczenia? Czy doświadczyłaś uczucia obdarowania za nic, z czystej miłości? Czy chcesz go doświadczyć?
Jeżeli chcesz… jeżeli chcesz naprawdę… to może Bóg da Ci to doświadczenie. I co ciekawe… wtedy, kiedy już nic od Ciebie nie zależy, kiedy jest się zdanym tylko na Boga i Jego łaskę, może jeszcze na dobrych ludzi przez Boga posłanych… wtedy właśnie, o ile się z tym pogodzisz i zaufasz, możesz doświadczyć wolności, wolności od przywiązania do przedmiotów, które Cię na co dzień otaczają. Wolności od rytuałów zabiegania o dostatek. Gdy przestanie się polegać na przedmiotach, a zaufa się Bogu, że da wszystko, co niezbędne; wtedy tylko jest się naprawdę wolnym.
Jeżeli nie chcesz… zapomnieć czym jest ta wolność, postaw się czasami w sytuacji, w której bardziej ufasz Bogu niż swojej przezorności. Przezorności i zapobiegliwości na pewno kiedyś zabraknie, a do tego czasu może zbudujesz w sobie zaufanie do Boga, które będzie oparciem w trudnej chwili? W ostatecznym rozrachunku i tak od Boga jesteśmy zależni, a od rzeczy uzależnieni być nie musimy. Niech więc każdy dzień będzie miał w sobie coś z niedostatku…
Tak, jak napisano w drugim czytaniu z ostatniej niedzieli przed początkiem Wielkiego Postu (3 lutego 2008):
i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. (1 Kor, 1, 28-29)