Dzisiejsza Ewangelia (Łk 24,13-35) opowiada o dwóch uczniach Jezusa podążających do Emaus w Niedzielę Zmartwychwstania. Uciekają oni niejako z Jerozolimy, zaś Chrystus – dołączywszy do nich w drodze – wyjaśnia im zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków (Łk 24, 27a), dlaczego musiał ponieść śmierć krzyżową, aby spełnić wolę Ojca. Wyjaśnienia te są konieczne, gdyż Ci dwaj nic nie rozumieją:
O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! (Łk 24, 25b)
Dlaczego Jezus czyni swoim uczniom tak poważny wyrzut? Oto kluczowe słowa, które wypowiada jeden z nich:
A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. (Łk 24, 21a)
Jakże ciekawy kontrast – nasze ludzkie nadzieje i słowa proroków.
Czy czasami nie jest tak, że, podobnie jak owi uczniowie, mamy swoje nadzieje, swoją wizję tego, jak powinna wyglądać świat, religia, a nawet Bóg i z takim nastawieniem się modlimy i bierzemy udział w Eucharystii (no chyba, że “wierzymy, a nie praktykujemy” i nie bierzemy udziału)?
Ewangelia pokazuje, że tą postawę przejawiali nawet uczniowie Chrystusa, niemal 20 wieków temu. Jest to postawa, która stawia na pierwszym miejscu pytanie: Co Bóg może mi dać? Zaraz za tym idą następne: Co religia mi daje? Czego się spodziewam w związku z tym, że wierzę? Jest to podejście utylitarne, które współcześnie upowszechnia konsumpcjonizm. Łatwo jest pytać: Co z tego mam? Co zyskam? I nie są to pytania niewłaściwe, o ile nie zaczniemy na nie udzielać odpowiedzi poprzez schlebianie własnym zachciankom – zamiast poszukiwać istoty darów pochodzących od Boga, przesunąć akcent na to, czego my chcemy, co nam odpowiada i w konsekwencji tego się domagać.
Łatwo jest obwiniać Boga i Kościół o niespełnienie pokładanych nadziei. Zazwyczaj przyczyną takiej postawy jest pozorna znajomość Boga, chrześcijaństwa i katolicyzmu. Odpowiedzią Jezusa na zawiedzione nadzieje uczniów było sięgnięcie do Biblii – do słów proroków. Na tym fundamencie buduje się od wieków wiarę Kościoła Świętego. Kościół odpowiada na dwa podstawowe pytania: kim jest Bóg i co to znaczy w Niego wierzyć? poprzez ciągłe sięganie do źródeł biblijnych i Tradycji. W nich to odnajduje znaczenie słów Dobrej Nowiny dla życia współczesnego człowieka, Te dwa podstawowe pytania uszczegóławiane są na różny sposób w zależności od potrzeb współczesności. Niezmienne pozostaje jednak Źródło, z którego czerpie się odpowiedzi. Wiara w Boga zobowiązuje do uznawania odpowiedzi, które daje Kościół, bo po to został ustanowiony przez Jezusa Chrystusa. Odrzucanie tych odpowiedzi i podążanie za własnymi wyobrażeniami, albo chętkami prowadzi (tak jak uczniów idących do Emaus) w prostej linii od Boga, a nie do Boga. Każdy zaś, kto twierdzi, że wierzy w Jezusa Chrystusa, ale odrzuca niektóre przykazania lub dogmaty Kościoła – oszukuje sam siebie.
Kwestionowanie niektórych prawd wiary wynika często z trudności, jaką jest zaufanie Bogu, a tym samym przez Boga natchnionemu Pismu Świętemu, bardziej niż sobie samemu. Jest to tym trudniejsze, im człowiek pewniejszy jest swoich zdolności intelektualnych. Na tym jednak polega istota wiary – ufam Bogu bardziej nawet niż sobie samemu. Co więcej, poznając Boga, widzę jak bardzo jestem niedoskonały i ułomny jako człowiek.
Zaufanie Bogu to ufność w prawdziwość słów spisanych pod Jego natchnieniem – Pismu Świętemu oraz prawdziwości interpretacji Biblii w Kościele Świętym (czyli Tradycji). Wiele osób wyraża jednak podejrzliwość odnośnie prawdziwości i prawidłowości tej interpretacji. Warto więc powiedzieć, że tych, którzy nauczają obowiązuje ścisłe zachowanie nauki Chrystusa i Proroków (Mt 5, 18-19):
Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim.
Tych zaś, którzy nauczają fałszywie i powodują zgorszenie czeka wielka kara (Mk 9,42).
Co więcej, Jezus zapowiedział, że szatan nie zwycięży Kościoła (Mt 16, 18-19), a jaką łatwiejszą metodę mógłby obrać, jak nie fałszywą naukę, by skłonić ludzi do grzechu?
Jezus jednocześnie przestrzegał tych, którzy mieli nauczać innych, by niczego nie zmieniali w Jego nauce, a z drugiej strony zagroził wielką karą, gdyby jednak to uczynili. Dał nam również nadzieję, że autentyczny depozyt wiary przetrwa w Kościele do końca czasów – do Paruzji.
Pozostaje jednak pytanie, skąd biorą się rozbieżności pomiędzy tym, co my sami odczytujemy w Piśmie Świętym, a nauką Kościoła. Czy nie miałoby to świadczyć na niekorzyść prawdziwości tej nauki?
W celu odpowiedzi na to pytanie warto zaznaczyć, że Biblia nie jest zwykłą książką. Tym samym, nie można jej czytać, ani jak powieści, ani jak poezji, ani jak traktatu historycznego, bo nie jest żadnym z nich. Poszczególne księgi (bądź fragmenty) reprezentują różne rodzaje literackie i znaczenie jakie można wysnuwać z danego fragmentu od jego rodzaju literackiego zależy (tak np. nie można legendarnego opisu stworzenia w księdze rodzaju czytać dosłownie). Podobnie, czytając Biblię w języku polskim należy sobie zdać sprawę, że jest to przekład tekstu, który oryginalnie napisany był w języku aramejskim, hebrajskim bądź greckim. Do tego napisany był przynajmniej dziewiętnaście wieków temu i odnosił się do kultury i miejsc, które nam, współczesnym, jest prawie zupełnie obce. Nic więc dziwnego, że tłumaczenie może nie oddawać w sposób pełny sensu oryginału, a może nawet prowokować nieuprawnione interpretacje. Ponadto, nawet wiernie przetłumaczone słowa mogą nabrać zupełnie innego sensu, gdy poznamy kontekst kulturowy, historyczny bądź geograficzny, w którym zostały wypowiedziane, bądź zapisane. Ustalenie prawidłowego znaczenia danego fragmentu wymaga niejednokrotnie głębokiej wiedzy i wielu lat studiów. W Kościele wielu ludzi poświęca całe życie, aby owe sensy wydobyć i przekazać innym. Kiedy kwestionujemy nauczanie Kościoła, to nieodpowiedzialnie i lekceważąco odnosimy się do efektów pracy specjalistów, którymi sami z pewnością nie jesteśmy. Ufam, że ich pracę wspomaga Duch Święty, który czuwa nad nieomylnością Kościoła.
Kwestię tę rozważa George Martin w swojej książce Czytanie Pisma Świętego , który wyjaśnia kwestię prawdziwości Biblii w Kościele oraz zależności pomiędzy wiarą, a Kościołem w rozdziale Kościół jest tym, który słucha. Warto przeczytać.